Czy da się prowadzić firmę, nie płacąc podatków? Pewnie da się, ale będzie to trwało bardzo krótko, bo potem pojawią się prawem opisane restrykcje.
Czy da się prowadzić spółkę lub działalność gospodarczą nie płacąc pracownikom? No tutaj cierpliwość pracowników może być równie krótka, a potem pojawią się działania urzędowe.
A czy da się prowadzić produkcję nie spełniając przepisów BHP? Tak, znane są takie przypadki. A nawet czasem bywa, że pracodawca przechwali się swoimi „oszczędnościami”. Choć pierwszy wypadek, zgłoszenie świadomego pracownika lub kontrola inspektora Państwowej Inspekcji Pracy (PIP) potrafi stanowczo ukrócić taką praktykę.
A czy da się pracować na maszynie lub linii produkcyjnej, które nie spełniają obowiązkowych przepisów bezpieczeństwa? Które mają niezgodności techniczne lub co najmniej formalne, a nierzadko są po prostu niebezpieczne? Okazuje się, że taka sytuacja ma miejsce dużo częściej niżbyśmy się tego spodziewali. I tutaj winni bywają w gronie małych, średnich oraz dużych przedsiębiorstw. O ile małe podmioty są bardziej oszczędne, dlatego dużo uważniej sprawdzają co i jak kupują. O tyle duże spółki częściej decydują się na zamówienie całej linii produkcyjnej, a czasem na transfer ‘dobrych sprawdzonych maszyn’ ze swojej spółki na innym kontynencie. Bywa, że główna spółka przenosi sprawdzone maszyny ze Szwajcarii do Polski, gdzie produkcja ma być tańsza. Albo Zarząd okazyjnie kupuje używaną, ale za to całą linię produkcyjną w Japonii i nadaje statkiem w kontenerach do Europu. A jak przesyłka już płynie, to można się zająć papierami i zaczynają się takie oto rozmowy telefoniczne:
- Dzień dobry, z tej strony inżynier z firmy Wspaniałe Maszyny. Czy zajmują się Państwo certyfikacją i nadawaniem CE? Mamy kilka maszyn do oznakowania.
- Dzień dobry, Piotr Gajos, jestem inżynierem do spraw oceny zgodności produktów. Gdzie są te maszyny i kiedy mogę je obejrzeć?
- No teraz to są w kontenerze i będą w porcie w Gdyni za trzy miesiące. A to tego czasu musimy załatwić wszystkie potrzebne dokumenty …Pan już wie co trzeba.
- To się dobrze składa, bo biuro riskCE jest właśnie w Gdyni. Jak ja mam teraz Panu pomóc …może podam chusteczki na otarcie łez?
W takiej kuriozalnej scenerii zaczyna się taniec, szeptane są półsłówka obietnic, puszczane oczka niczym na pierwszej randce, padają obietnice długiej współpracy i wychwalania za każdą pomoc w rozwiązaniu tej nieopatrznej sytuacji. Bo to się przecież zdarzyło pierwszy raz i nikt nie wiedział, że to takie skomplikowane …a miało być tak pięknie i tak tanio.
Kontenerowiec z dalekiego świata płynie do Gdyni z prędkością 18 węzłów i już po pięciu lub ośmiu tygodniach jest w porcie, a wtedy komunikacja emailowa śmiga z prędkością odrzutowca i zatyka skrzynki wszystkich zainteresowanych. Spedytor morski przypomina, że już dawno prosił o dokumenty na Europę. Agen celny podpowiada, że w Internecie można znaleźć wzory takich deklaracji, ale to nie jego działka. Fabryka już ma przygotowane miejsce w hali i wtedy inżynier ds. BHP odgórnie dostaje nakaz zajęcia się tematem i rozwiązania tej przecież prostej sprawy administracyjnej. Niczym Don Kichot w kasku i z suwmiarką w ręce rusza walczyć z dyrektywami, a każda z nich inna i niemożliwa do przeczytania i zrozumienia za jednym razem.
Czasem pojawi się jaskółka nadziei. Służba Celna nie sprawdzi dokładnie zawartości kontenera i nie dostrzeże rozłożonych maszyn. A czasem w pośpiechu przymknie oko na deklaracje pisaną na kolanie z danymi firmy, której nie znajdzie żadna wyszukiwarka internetowa i z nieczytelnym podpisem osoby, która jest fikcją. Jednak to tylko jest odroczenie nieuchronnego, bo na koniec tej podróży na produkcji pojawia się maszyna lub cała linia produkcyjna, która nie spełnia przepisów bezpieczeństwa mechanicznego, elektrycznego, chemicznego, nie ma dokumentacji itd.
W takiej sytuacji niczym drugi sierpowy pada na specjalistę BHP zadanie – „skoro znasz się na bezpieczeństwie, to zajmiesz się dostosowaniem nowych maszyn do naszych przepisów, tylko tak żeby było szybko i tanio, bo stoimy z produkcją”. A wtedy rozpoczyna się krucjata pod dowództwem „bezpiecznika” połączonych sił elektryków, automatyków, mechaników. Wszyscy kombinują razem, ale nikt za nic nie odpowiada, bo przecież każdy dołożył tylko troszeczkę.
A kto jest winny w tej sytuacji?
Winna jest agencja celna, która chcąc „wesprzeć” klienta podpowiada, aby wyszukać w internecie szablon deklaracji i podpisać, bo przecież „nikt tego nie będzie sprawdzał”. Winny jest lokalny inspektor BHP, który odbiera maszyny i linie produkcyjny, który oczywiście ma dużą wiedzę i doświadczenie na temat przepisów dotyczących bezpieczeństwa na stanowisku pracy, jednak nie zna się na ocenie zgodności produktów …i który myli ocenę ryzyka stanowiskowego z ocenę ryzyka produktu. Winny jest automatyk i elektryk, którzy udoskonalili maszynę lub linię, ale nie rozumieją, że zmienili jej parametry pracy, a w konsekwencji stali się producentami - patrz artykuł Istotna modyfikacja maszyny wg. MR 2023/1230. Winny jest każdy z pracowników, który w odpowiednim momencie nie powiedział STOP temu szaleństwu.
Niestety przemykamy na to oko i to na wielu poziomach, jednak głównym winowajcą i odpowiedzialnym pozostaje Zarząd spółki, który wykonał szereg złych decyzji:
- dał się zwieść niskiej cenie kupując nową, czy też używaną maszynę lub linię produkcyjną – „Panie Piotrze, ale z takiej okazji żal było nie skorzystać, a dokumenty przecież jakoś ogarniemy”;
- nie przygotował się do planowanego zakupu – „Panie Piotrze, a co tu sprawdzać? Przecież to jest zwykły zakup, ludzie nie takie rzeczy kupują na Ali express”;
- nie wykonał rozpoznania obowiązków i przepisów spoczywających na importerze;
- nie zlecił wykonania audytu maszyny, zanim została zapakowania i wysłana do Europy – „No wie Pan, przecież taki wyjazd na koniec świata to kosztuje, a Pan sobie wszystko obejrzy na zdjęciach …bo to podobna maszyna jest”;
- nie zlecił wykonania weryfikacji dokumentacji, albo sam ocenił, że „te certyfikaty to muszą być dobre, bo takie jak dyplom wyglądają”;
- nie zlecił wykonania weryfikacji deklaracji, instrukcji i oznakowania – „Bo i tak było pisane po chińsku, to co by Pan sprawdził”;
- nie słuchał swoich pracowników, którzy podpowiadali, że na tym się nie znają i trzeba wsparcia specjalistów z zewnątrz;
- …itd.;
A po przejściu odprawy celnej, bo przecież nie każdy transport jest szczegółowo sprawdzany, następuje proces ‘amnezji technicznej’ i zapominania, że przecież mieliśmy zlecić wykonanie audytu i dostosować tą maszynę do obowiązujących przepisów. Taka amnezja o obowiązkach trwa zwykle do pierwszego wypadku lub kontroli inspektora PIP. Tylko wtedy może być już za późno.
Autor: Piotr R. Gajos
Senior Product Compliance Engineer
OSTRZEŻENIE! Artykuł został napisany przez człowieka z dysleksją i z dużą dawką wiedzy i doświadczenia technicznego. Sztuczna inteligencja była angażowana wyłącznie do przygotowania obrazka w nagłówku …z którego i tak nie jestem zadowolony.
Źródła:
1. Komisja Europejska, Blue Guide 2022.
2. Dyrektywa 2006/42/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 17 maja 2006 r. w sprawie maszyn, zmieniająca dyrektywę 95/16/WE.
3. Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2023/1230 z dnia 14 czerwca 2023 r. w sprawie maszyn oraz w sprawie uchylenia dyrektywy 2006/42/WE Parlamentu Europejskiego i Rady i dyrektywy Rady 73/361/EWG.



