Wybrany język:

    Jak wiadomo znak CE bywa fałszowany, podrabiany, zmieniany. Pewnie sporo osób słyszało o „China Export”, czyli bezczelnej fałszywce pochodzącej rodem z PRC. Miałem niedawno okazję oglądać projektor LED, który takim „prawie CE” był opatrzony. Co ciekawe, pilot do tego urządzenia posiadał prawidłowe oznakowanie. No cóż, kto ma pilota - ten ma władzę.
    Z drugiej strony -samo fizyczne umieszczenie znaku CE na wyrobie bywa trudne, niekiedy wręcz niemożliwe. Jak oznakować kruszywo budowlane? Na szczęście przepisy uwzględniają takie sytuacje i dopuszczają drukowanie znaczka CE na dokumencie towarzyszącym wyrobowi.
    Rozmawiałem niedawno z doświadczonym Inspektorem jednego z Wojewódzkich Inspektoratów Nadzoru Budowlanego. WINB-y mają za zadanie czuwać nad rynkiem wyrobów budowlanych, ich zgodnością z prawem, poprawnością znakowania, ale też nad fizyczną, techniczną jakością wyrobów budowlanych. Inspektor pochwalił się sporymi osiągnięciami w tropieniu nieprawidłowych znaczków CE. Początkowo sądziłem, że wpadł na trop większej liczby „China Export”-ów. Nic z tego, okazało się, że zwierzyną łowną są dla niego producenci wszelkich rur, rurek i innych cylindrycznych w swojej geometrii wyrobów budowlanych. Bardzo trudno jest wykonać na takim elemencie nadruk, tak aby proporcje liter były idealne. Napisy „płyną”, rozjeżdżają się nieco, ale w większości zachowują czytelność. Dla WINB-ów jednak takie lekko rozciągnięte CE jest niezgodnością, za którą producent jest potocznie mówiąc „ścigany”. Co można w takiej sytuacji zrobić – zainwestować w lepsze drukarki przemysłowe? Jest to zwykle ogromny koszt a gwarancji 100% skuteczności raczej nie daje. Inny pomysł – zrezygnować z prób druku na wyrobie i przenieść oznakowanie na dokument WZ albo fakturę? Tylko jak zareagują klienci, zauważywszy, że CE zniknęło z kupowanej przez nich miedzianej rurki? Może to być początek marketingowo – sprzedażowych kłopotów. Tylko Urząd zapewne będzie usatysfakcjonowany.

    Jako specjaliści biura riskCE, bardzo często reprezentujemy naszych klientów w trakcie kontroli prowadzonych przez polskie i zagraniczne organy nadzoru rynku. Korzystając z wiedzy i zebranego doświadczenia rozprawiamy z inspektorami na temat  treści i znaczenia unijnych wymagań technicznych, a także wymagań formalnych. I coraz częściej zastanawiamy się, czy specjalista ds. oceny zgodności powinien być inżynierem, czy może prawnikiem… a może inżynierem i prawnikiem jednocześnie?

    A jakie Wy macie doświadczenia z kontroli prowadzonych przez polskich i zagranicznych inspektorów? Proszę podzielcie się z nami swoimi spostrzeżeniami? A może nasi pracownicy mogą Was wspomóc?

Autor: Piotr Janicki
Product Compliance Engineer, specjalista ds. wyrobów budowlanych